SCT: Gorący styczeń w Krakowie. Protesty, zdewastowane znaki i spóźniona kontrofensywa miasta
11 stycznia, 2026Kraków wszedł w 2026 rok z komunikacyjną rewolucją. Strefa Czystego Transportu (SCT) stała się faktem, jednak zamiast czystszego powietrza, na razie mamy gęstą atmosferę społeczną. W miniony weekend setki osób wyszły na ulice, znaki drogowe znikają pod osłoną nocy, a magistrat w trybie pilnym próbuje „rozprawiać się z mitami”, nadrabiając braki w komunikacji.
„Ręce precz od naszych aut” – ulice pełne gniewu
Mimo mrozu, w minioną sobotę (10 stycznia) Kraków stał się areną głośnego sprzeciwu. Przed siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa przy ul. Centralnej oraz przed Muzeum Narodowym zgromadziły się tłumy. Protestujący przynieśli ze sobą biało-czerwone flagi i transparenty, skandując hasła w stylu: „Ręce precz od naszych aut”.
Wśród manifestujących znaleźli się nie tylko krakowianie, ale w dużej mierze mieszkańcy ościennych gmin, którzy poczuli się wykluczeni komunikacyjnie. Dla wielu z nich dojazd do pracy czy lekarza starszym samochodem stał się niemożliwy lub wiąże się z dodatkowymi opłatami. Uczestnicy protestu mówili wprost o „skoku na kasę” i niesprawiedliwym segregowaniu obywateli.
Piotr Bartosz, działacz Konfederacji i Ruchu Narodowego, określił wydarzenie mianem „największej manifestacji przeciwko obecnej władzy w Krakowie”, szacując liczbę uczestników na od 500 do nawet 1000 osób. Domaga się on dymisji Łukasza Franka, dyrektora Zarządu Transportu Publicznego, nazywając SCT „bublem” przygotowanym po raz drugi.
Wojna podjazdowa: znaki znikają z ulic
Opór wobec SCT nie ogranicza się wyłącznie do legalnych zgromadzeń. Urzędnicy miejscy donoszą o aktach wandalizmu na szeroką skalę. Z około 180 znaków drogowych informujących o wjeździe do strefy, aż 40 zostało już zniszczonych lub skradzionych. Koszt wymiany jednego znaku to 600 zł, a sprawa została zgłoszona na policję. To pokazuje determinację przeciwników nowych regulacji.
Miasto odpowiada: Fakty kontra Mity
Władze Krakowa, widząc narastający opór i chaos informacyjny, rozpoczęły intensywną kampanię w mediach społecznościowych. Można odnieść wrażenie, że magistrat próbuje nadrobić stracony czas, tłumacząc zasady, które dla wielu kierowców wciąż pozostają niejasne.
Na oficjalnych kanałach miasta pojawiły się grafiki prostujące najczęstsze zarzuty:
- MIT: Miasto chce zarobić na kierowcach. FAKT: Wpływy z opłat mają wracać do mieszkańców, finansując m.in. wymianę starych pieców („kopciuchów”) w metropolii krakowskiej oraz rozwój parkingów Park & Ride.
- MIT: Trzeba kupić auto elektryczne. FAKT: Wymogi spełniają nawet starsze auta spalinowe: 21-letnie z silnikiem benzynowym (Euro 4) czy 12-letnie diesle (Euro 6).
- MIT: Strefa to wymysł Prezydenta. FAKT: SCT wynika z przepisów wyższego rzędu – Ustawy o elektromobilności oraz uchwały Sejmiku Województwa Małopolskiego.
- MIT: Opłaty są zaporowe. FAKT: Maksymalna opłata dzienna wynosi obecnie 5 zł, a miesięczny abonament to koszt 100 zł.
Bilans pierwszego tygodnia: Miliony z opłat i setki kontroli
Mimo kontrowersji, system zaczął działać. W ciągu pierwszego tygodnia (do 7-8 stycznia) straż miejska skontrolowała ponad 800 samochodów. Odnotowano 116 wykroczeń, choć nałożono zaledwie trzy mandaty – służby na razie stawiają na pouczenia.
Finansowo strefa już przynosi efekty. Do kasy miasta wpłynęło ponad 2,2 mln zł. Kierowcy wykupili przeszło 20 tysięcy abonamentów miesięcznych. Złożono też ponad 83 tysiące wniosków o rejestrację w systemie (głównie dla mieszkańców i grup uprzywilejowanych), z czego pozytywnie rozpatrzono 46,5 tysiąca.
Należy jednak pamiętać, że samo utrzymanie systemu nie jest darmowe – roczny koszt obsługi SCT szacowany jest na około 7 mln zł.
Co dalej ze strefą?
Obecne zasady to zaledwie preludium. Opłaty mają rosnąć w kolejnych latach (w drugim roku abonament wyniesie 250 zł, w trzecim – 500 zł), a całkowity zakaz wjazdu dla starych samochodów (bez możliwości wykupienia wjazdu) ma wejść w życie w 2029 roku.
Organizatorzy protestów zapowiadają, że jeśli nie dojdzie do ponownej debaty nad kształtem SCT, pikiety i manifestacje będą przybierać na sile. Wygląda na to, że bitwa o krakowskie ulice dopiero się rozpoczęła.
Fot. Maks Michalczak

