Szwedzka limuzyna przyszłości zadebiutowała pod Wawelem
28 stycznia, 2026To był wieczór, w którym motoryzacyjna innowacja podała rękę sztuce. W salonie Volvo Car PGD Kraków oficjalnie odsłonięto najnowsze dzieło inżynierów z Göteborga. Volvo ES90, bo o nim mowa, to powrót do klasycznej, eleganckiej linii limuzyny, ale w zupełnie nowym, w pełni elektrycznym wydaniu.
Nie jest tajemnicą, że krakowski dealer – Volvo Car PGD Kraków – potrafi zadbać o właściwą oprawę swoich wydarzeń. Tym razem surowa, skandynawska technologia zyskała unikatowy, artystyczny kontekst. Dzięki współpracy z Grzegorzem Stępniewskim z IB Concept Store nowoczesną bryłę auta otoczyły dzieła Oskara Zięty – artysty, którego formy „dmuchane” w metalu są rozpoznawalne na całym świecie. O oprawę muzyczną zadbał z kolei Piotr Walicki, znany producent, którego kompozycje idealnie zgrały się z futurystycznym oświetleniem, budując atmosferę nowoczesności i luksusu.



Limuzyna w czasach SUV-ów? To ma sens
W dobie, gdy rynek zalewają kolejne podwyższone crossovery, Volvo wykonuje odważny ruch, prezentując klasyczną, blisko 5-metrową limuzynę. I robi to w wielkim stylu. ES90 prezentuje się dostojnie, ale nie ociężale. Minimalistyczna linia nadwozia kryje w sobie technologię, która ma zapewnić to, co w autach tej marki od lat jest priorytetem – spokój i bezpieczeństwo pasażerów.

Podczas krakowskiej premiery mogliśmy przyjrzeć się detalom, które „na żywo” robią jeszcze większe wrażenie niż w katalogu. Smukłe panele, dyskretne łączenia i ta charakterystyczna dla Volvo czystość formy sprawiają, że auto wygląda, jakby zostało wyciosane z jednego bloku metalu.
Demon mocy w garniturze
Choć auto wygląda na oazę spokoju, pod maską – a precyzyjniej: w płycie podłogowej – drzemie prawdziwy sportowiec. Topowa wersja ES90 dysponuje mocą aż 680 koni mechanicznych (KM). To parametry, które jeszcze niedawno zarezerwowane były wyłącznie dla aut torowych.

Przyspieszenie do „setki” zajmuje tej ważącej niemało limuzynie zaledwie 4,0 sekundy. Co ważne dla potencjalnych użytkowników, inżynierowie zadbali, by ta moc szła w parze z ekonomią podróży. Producent deklaruje, że w cyklu mieszanym (według normy WLTP) auto przejedzie na jednym ładowaniu nawet 679 kilometrów. To wynik, który pozwala planować podróż z Krakowa nad Bałtyk z zaledwie jednym, krótkim przystankiem na kawę. A skoro o postojach mowa – dzięki nowoczesnej architekturze 800 V, ładowanie baterii od 10 do 80 proc. zajmuje tylko 22 minuty.
Skandynawski salon na kołach
Wsiadając do środka, od razu czujemy, że to Volvo nowej ery. Wnętrze zaprojektowano tak, by przypominało przytulny, skandynawski salon. Centrum dowodzenia stanowi potężny, 14,5-calowy ekran dotykowy, który obsługuje system oparty na rozwiązaniach Google. Mapy, multimedia, asystent głosowy – wszystko działa tu płynnie, intuicyjnie i bez zbędnych opóźnień.

Jednak to, co w Volvo zawsze ceniłem najbardziej, to fotele. W ES90 mamy do czynienia z ergonomicznymi siedzeniami, które zaprojektowano tak, by zmniejszyć nacisk na kręgosłup, co jest nieocenione w długich trasach. Są one podgrzewane, wentylowane, a opcjonalnie oferują także funkcję masażu. Kierowca ma przed oczami nie tylko cyfrowe zegary, ale też duży wyświetlacz Head-Up (13,2 cala), który rzuca najważniejsze parametry jazdy wprost na przednią szybę, co znacząco poprawia bezpieczeństwo.

Wysoka kultura jazdy jest również zasługą opcjonalnego zawieszenia pneumatycznego. System ten adaptuje się do warunków na drodze aż 500 razy na sekundę, skutecznie niwelując nierówności nawierzchni.
Ile to kosztuje?
Patrząc na cennik, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z segmentem Premium. Ceny Volvo ES90 startują od 313 900 zł za wersję Core. Za bogatszą odmianę Plus, wyposażoną m.in. w znakomity system audio Bose Premium, trzeba zapłacić od 330 900 zł. Topowa wersja Ultra, z aktywnym zawieszeniem pneumatycznym i dachem elektrochromatycznym, to wydatek rzędu 365 900 zł.

Czy warto? Biorąc pod uwagę, że auta tej marki tradycyjnie uzyskują wysoką wartość rezydualną, a ES90 oferuje technologię, która wyprzedza konkurencję o kilka długości, można przypuszczać, że krakowski salon PGD nie będzie narzekał na brak zamówień.
Fot. Volvo Car PGD Kraków oraz media.poznajvolvo.pl

