Nowe radiowozy Volvo wyjechały od krakowskiego dealera
18 lutego, 2026Nie jest tajemnicą, że widok policyjnej Kii czy Hyundaia na nikim już wrażenia nie robi. Teraz jednak nasi mundurowi przesiadają się do klasy premium. Polska policja odebrała właśnie potężną flotę 61 radiowozów marki Volvo. Co ciekawe, za przygotowanie tych maszyn do trudnej służby odpowiada dealer z naszego podwórka – Volvo Car PGD Kraków. Kierowcy, miejcie się na baczności, bo te auta nie mają fabrycznego „kagańca”!
To moment przełomowy, bo szwedzka marka debiutuje w takiej skali w barwach polskiej policji. Do tej pory Volvo ścigało piratów drogowych w Szwecji, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech, a teraz do tego elitarnego grona dołącza Polska.

Krakowski ślad w policyjnej flocie
Choć nowe radiowozy formalnie trafią do Komendy Wojewódzkiej we Wrocławiu i będą patrolować Dolny Śląsk, to kluczową rolę w tym kontrakcie odegrał Kraków. To właśnie zespół Volvo Car PGD Kraków przygotował całą flotę zgodnie z rygorystycznymi wymogami policji. Dealer pochwalił się już zdjęciami maszyn, które w policyjnym malowaniu wyglądają naprawdę bojowo.
W sumie do służby trafia:
- 60 sztuk modelu V60 (dynamiczne kombi),
- 1 sztuka potężnego SUV-a XC90.
Bez blokady prędkości – te auta będą szybkie
Z perspektywy kierowcy najciekawsze jest jednak to, co kryje się w sterownikach tych aut. Jak powszechnie wiadomo, cywilne Volvo od pewnego czasu mają fabryczną blokadę prędkości do 180 km/h. W przypadku radiowozów blokada ta została całkowicie usunięta.

Funkcjonariusze dostali do dyspozycji silniki o mocy blisko 200 KM. To w połączeniu z brakiem limitera oznacza, że pościgi na autostradzie mogą stać się dla uciekinierów bardzo krótkie i mało przyjemne.
Gdzie ich wypatrywać?
Nowe nabytki zasilą szeregi policji na Dolnym Śląsku. Jeśli więc wybieracie się w podróż autostradą A4 w stronę Wrocławia, radzę zdjąć nogę z gazu. Co ważne: flota składa się zarówno z radiowozów oznakowanych, jak i nieoznakowanych.
Eleganckie, srebrne kombi w lusterku wstecznym może teraz oznaczać kłopoty, a nie rodzinę jadącą na narty.


