Szok na krakowskich stacjach. Diesel przebija 7 złotych w cieniu globalnego kryzysu
9 marca, 2026Kierowcy przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na pylony stacji paliw. W ciągu zaledwie kilkunastu dni koszty tankowania poszybowały w górę, w tempie jakiego nie obserwowano od czasu wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 roku. Dziś za litr oleju napędowego trzeba zapłacić drastycznie więcej, a powody tej sytuacji leżą tysiące kilometrów od polskich granic.
Różnica uderza po kieszeni natychmiast, co najlepiej obrazuje prosta matematyka codziennych tankowań. Jeszcze pod koniec lutego (w piątek, 27 lutego), wydając na stacji 100 złotych, kierowca mógł wlać do baku około 17 litrów oleju napędowego, co dawało średnią cenę na poziomie 5,88 zł za litr. Dziś, 9 marca 2026 roku, za niemal identyczną kwotę – dokładnie 99,97 zł – dystrybutor wskazuje zaledwie 14,10 litra. Oznacza to cenę detaliczną w wysokości aż 7,09 zł za litr.

Jest to brutalny skok o ponad 1,20 zł na każdym litrze. W przypadku napełniania standardowego baku o pojemności 50 litrów konsument musi dziś zapłacić o 60 złotych więcej niż niespełna dwa tygodnie temu. Nawet na stacjach tradycyjnie uchodzących za tańsze sytuacja jest napięta. Przykładem może być krakowski obiekt sieci Carrefour przy ul. Medweckiego 2, gdzie w poniedziałkowy poranek pylon bezlitośnie wskazywał cenę 7,05 zł za litr podstawowego oleju napędowego. Co gorsza, docierają już sygnały z kraju o stacjach, na których litr tego paliwa kosztuje w okolicach 7,50 zł.
Hurtownie w panice
Skok cen detalicznych to jedynie odzwierciedlenie dramatycznych wydarzeń na rynku hurtowym. Analizując oficjalne cenniki PKN Orlen dla oleju napędowego Ekodiesel, można dostrzec wykres pnący się pionowo w górę. Jeszcze 26 lutego metr sześcienny tego paliwa wyceniano na 4744 zł. Zaledwie kilka dni później, 3 marca, stawka ta wzrosła do 5237 zł, by 7 marca osiągnąć pułap 6300 zł za metr sześcienny. Tak gwałtowne, niemal codzienne podwyżki w hurcie musiały błyskawicznie przełożyć się na portfele zwykłych kierowców.

Wąskie gardło światowego handlu
Zrozumienie tego szoku cenowego wymaga spojrzenia na geopolityczną mapę świata.
Głównym zapalnikiem obecnego kryzysu jest zamknięcie Cieśniny Ormuz. To strategiczne, wąskie gardło wodne, przez które każdego dnia przepływa aż 20 procent globalnego transportu ropy naftowej drogą morską. W wyniku trwających w regionie działań wojennych eksport „czarnego złota” z państw Zatoki Perskiej został w praktyce całkowicie sparaliżowany.
Konsekwencje tych wydarzeń przypominają efekt domina. Kraje takie jak Irak, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie zostały zmuszone do ograniczenia swojego wydobycia, ponieważ wyczerpały się ich możliwości magazynowania niesprzedanego surowca.
Światowe rynki finansowe nerwowo zareagowały na to załamanie łańcucha dostaw. Amerykańska ropa WTI (West Texas Intermediate) po raz pierwszy od czterech lat przebiła psychologiczną barierę 100 dolarów, osiągając 108 dolarów za baryłkę. Ropa Brent nie pozostała w tyle, kończąc notowania na poziomie 107 dolarów za baryłkę. Dynamika tych zmian jest porażająca: jeszcze 9 lutego baryłka Brent kosztowała stabilne 69 dolarów, 6 marca wyceniano ją już na 94 dolary, a do 9 marca osiągnęła pułap 106 dolarów.
Zablokowanie kluczowych morskich szlaków handlowych to scenariusz oznaczający potężne wyzwanie dla całej gospodarki i branży transportowej. Ceny na dystrybutorach są w tym momencie najszybszym i najbardziej bezpośrednim barometrem międzynarodowych napięć.
Fot. Maks Michalczak

